Dla tych, którzy się o siebie nie upomną.

Dla tych, którzy się o siebie nie upomną.

1,720zł
mamy
3,500zł
Potrzebujemy
50% Darowizna
38
Darczyńcy

Koniec zbiórki:
2017/10/31

Monika. Od 6 lat wolontariuszka Pomorskiego Kociego Domu Tymczasowego. Pomaga porzuconym i chorym zwierzętom. Ma 37 lat, rodzinę, pracę. Każdą wolną chwilę poświęca na wolontariat. Zrezygnowała z życia towarzyskiego, niejednokrotnie rodzinnego. Całą siebie oddała zwierzakom. Kiedy zamyka za sobą drzwi w pracy zawodowej, momentalnie wskakuje „na drugi etat”, tyle że bezpłatny. Pomaga kotom – bezdomnym i wolnożyjącym.
Przez te kilka lat udało się jej uratować dziesiątki kotów. Od słodkich puchatych maluszków po chore kilkunastoletnie biedy. Nie będziemy wymieniać wszystkich. Wspomnijmy choć kilka.

Minia. Wpadła pod samochód. Od ponad tygodnia powłóczyła martwą łapką walcząc o siebie i o dzieciaki, które karmiła. Wolontariuszka bez wahania podjęła decyzję – ratujemy. Potrzebne były dwie operacje i kilkumiesięczny pobyt w szpitalu. Codzienne wizyty u Minii i godziny spędzone na lecznicowym zapleczu, na podłodze przy klatce. Podawanie leków, sprzątanie i przytulanie. Dziś Minia ma wspaniały dom.

 Gato. W chwili znalezienia: śmierć na urlopie. Ważył niecałe dwa kilogramy. Nie był w stanie stać na nogach, rozjeżdżał się. Był skrajnie wyniszczony, bez szans. Zakatarzony, zagrzybiony, zagłodzony. Fiv pozytywny. Ostatkiem sił próbował pokonać kilka metrów, by przytulić się do człowieka. Wolontariuszka postanowiła o niego walczyć. Kilka miesięcy intensywnej opieki i leczenia przyniosło efekty. Dziś Gato ma nowy dom, a na imię Artur. Waży 6 kilogramów. Uwielbia spać na człowieku.

   

 Takich historii wolontariuszka ma za sobą wiele. Teoś po wypadku komunikacyjnym, z przepukliną większa niż jego mały brzuszek. Dejzi z połamaną miednicą po upadku z balkonu. Mechanicznie odsikiwana, na granicy uśpienia. Głuchy Białek znaleziony w krzakach, wyrzucony w nocy z samochodu. Cymek, który miał zostać otruty. Był tak niechciany, że próbowano go skopać jeszcze w klatce łapce. Gabryś wyrzucony dzień przed Wigilią, bo porwał papier i zrobił bałagan. Łatka, w którą rzucono gruzem. Prawie się udusiła. Madzia zabrana z miejsca, gdzie na koty zastawia się wnyki i zabija łopatą. Mikusia wyrzucona pod blokiem, z wielką kulą pod brzuszkiem - przepukliną wielkości dziecięcej pięści. Rysia, której łapkę urwał pies. Sziro, porzucony kot z wydłubanym okiem. Gabi, Kajtek, Tobi, Micuś, Lilka, Czarek, Misia, Fredzio, Papkin, Lenka... I inne.

Wszystkie kociaki mają kochające domy. Troskliwą opiekę, swoich ludzi. Śpią na kanapach, nie są głodne, są za to przytulane i rozpieszczane. Dwa dzikie mają zapewnione bezpieczne ogródki i budki. Dzięki wolontariuszce zapomniały co to głód, samotność, ból. Wygrały walkę o życie. Są bezpieczne, kochane.

Grupa PKDT, z którą związana jest Monika, ma problemy finansowe. W oczach strach o jutro. Czy to koniec pomagania? Co z obecnymi podopiecznymi: kochaną chorą Kitką, Buraskiem bez łapy, porzuconym przytulakiem Portosem, który ma problemy z oddychaniem, Romanem z chorymi nerkami, któremu przechodnie nie dali nic poza imieniem: „Zepsuty”, Inką, Kostkiem, Bursztynem, Kajką, Kiki, Helusiem i resztą gromady? Brakuje funduszy, by działać dalej. By pomagać, walczyć o życie tych, którzy się o siebie nie upomną. Pomagać zagubionym, kalekim, chorym, porzuconym. Prosimy pomóżcie!

„Martwię się o jutro. Nie o siebie. O nie. Co będzie, jeśli zabraknie funduszy na leczenie, na zapewnienie szpitaliku, zwyczajnie – na karmę. Nie będzie kroplówek, leków? Będą puste miski? To będzie koniec? Nie pomogę kolejnym biedom? Mogę głaskać, przytulać, znajdować domy, walczyć o życie chorych... nie dam rady finansować pomocy. Monika”

 Pomożecie Monice? Bardzo prosimy!

Dla tych, którzy się o siebie nie upomną.

1,720zł
mamy
3,500zł
Potrzebujemy
50% Darowizna
38
Darczyńcy

Koniec zbiórki:
2017/10/31